Sycylia – Mazara del Vallo

morze1Oto nasza pierwsza podróż do Włoch – kraju tysiąca smaków, zapierających dech piesi widoków oraz wspaniałych, monumentalnych zabytków. Sycylia – bo tam mieliśmy okazję być tego roku (od 23.07-03.08.2013) na jedenaście pięknych, słonecznych dni z okazji drugiej rocznicy ślubu. Wycieczka była w stuprocentach zorganizowana przez nas samych. Choć po drodze napotkaliśmy wiele, niepotrzebnych trudności, udało nam się do końca wszystko dopiąć na ostatni guzik no i wyjechać na wymarzoną podróż w nieznane! Wylądowaliśmy wieczorem w Trapani, gdzie czekał na nas transfer do Mazary del Vallo – obszar niemal w ogóle nietknięty przez turystów – co nas mile zaskoczyło . Apartament znajdował się na via India – ok. 25 min pieszo od centrum miasta. Dwa pierwsze dni poświęciliśmy na zapoznanie się z okolicą. Pierwszy dzień był istną męczarnią – nie mieliśmy mapy, nie wiedzieliśmy dokąd idziemy, a do tego każda uliczka wydawała się taka sama. Żeby tego mało było, miejscowi ludzie nie potrafili się komunikować po angielsku, co w konsekwencji prowadziło do nikąd – nikt nie mógł nam pomóc dotrzeć do głównego celu naszej wędrówki – do morza. Idąc sobie tak, niewiadomo dokąd i pytając po drodze kolejnego, przypadkowego przechodnia o kierunek do morza, nagle z samochodu wyłonił się miły, damski głos. Okazało się, że Pani, która prowadziła samochód, wyraziła chęć podwiezienia nas nad morze (niestety też nie potrafiła mówił po angielsku). W końcu upragnione morze…piasek, słońce…bajka! Zmęczeni całą podróżą, postanowiliśmy pobyć trochę na tej niewielkiej plaży, napawając się pięknymi widokami i zapachem morza. Po paru godzinach wróciliśmy do apartamentu. Drugi dzień też poświęciliśmy na poszukiwanie nowych miejsc, które koniecznie musieliśmy obejrzeć. Najpierw jednak, skupiliśmy się na poszukiwaniu sklepu, gdzie dostaniemy mapę miasta – udało się ją zdobyć i to za darmo, ale dopiero po paru godzinach tułaczki po wąskich uliczkach :) Nie mówię, że ta wędrówka była nieprzyjemna i nudna, była po prostu męcząca, biorąc pod uwagę temperatury, które przekraczały 35 stopni. W końcu udało nam się dotrzeć na inną, większą plażę w Mazara del Vallo, na której spędziliśmy parę dobrych godzin. Opalaliśmy się, kąpaliśmy się w ciepłym morzu i obserwowaliśmy miejscowych, bo turystów nie było widać :)  Kiedy słońce powoli zachodziło, zdecydowaliśmy się na powrót, lecz kiedy uświadomiliśmy sobie, że przed nami ok. 45 minut spacerowania, od razu nastrój nam spadł…Ku naszemu szczęściu, pojawiła się miła Pani, która postanowiła nas podwieźć pod sam apartament, twierdząc, że mieszka w okolicy. Pani ta okazała się tak miła, że poleciła nam wypożyczalnie rowerów oraz odpowiedziała na wszystkie nurtujące nas pytanie odnośnie poruszania się po okolicy – i to w języku angielskim :) łał! Oczywiście kolejnego dnia, trzeba było wypożyczyć rowery, aby oszczędzić sobie sił i czasu – koszt 5 euro za dzień. Rowery służyły nam przez 7 następnych dni :) ………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………

Wycieczka do Trapani i Erice

sycyliaCzwartego dnia naszego pobytu, postanowiliśmy pojechać pociągiem do Trapani, a stamtąd do Erice – najpiękniejszego zakątku Sycylii, na zachodnim końcu wyspy – średniowieczna osada w chmurach. Samo miasto Trapani ma w sobie to coś, ma swój charakter, ale Erice, przy tym mieście to bajka! Do Erice dotarliśmy autobusem z centrum Trapani, choć nie było to proste, ze względu na kiepskie oznakowania na przystankach autobusowych. Na samą górę Erice dotarliśmy kolejką – była to miła i przyjemna podróż za jedyne 18 euro za dwie osoby. Erice charakteryzuje się krętymi, wybrukowanymi uliczkami, wszędzie widać kamienne budowle, tarasy i mnóstwo zabytkowych kościołów. Krajobrazy rozciągające się na dole po prostu zapierając dech w piersi… W miejscu tym można się zrelaksować, jak nigdzie indziej, jest to swego rodzaju oaza spokoju. Słusznie napisał o niej kiedyś Gustaw Herling Grudziński: Nigdzie może na Sycylii nie panuje tak głęboka cisza. Ludzie, nawet gdy wychodzą z domów, poruszaja się jakby na palcach, ocierają się o mury i szybko znikają.

 

Sycylijskie jedzenie

Główna potrawa, która króluje na Erice to cuscus z rybą – regionalna potrawa, która przywędrowała tam drogą morską z Tunezji. Niestety nie spróbowaliśmy jej ze względu na ograniczony budżet, który chcieliśmy przeznaczyć na wycieczkę. Reasumują, będąc na Sycylii, naprawdę warto odwiedzić to miejsce! Kolejne dni spędziliśmy już w naszym uroczym miasteczku, Mazara del Vallo. Tym razem naszym celem było próbowanie włoskich przysmaków, lokalnych specjałów i wyszukanych dań, których normalnie w kraju nie spróbowalibyśmy. Najpierw chcieliśmy skosztować typową włoską pizzę, aby przekonać się, że faktycznie jest ona najlepsza na świecie…no i faktycznie, prawda ta się potwierdziła. Dostaliśmy przepyszną pizzę w cenie 5 euro za jedną sztukę. Nasze zadowolenie nie miało końca :D

aranciniNa drugi dzień spróbowaliśmy coś w rodzaju panierowanych, chrupkich kulek z ryżu arborio z różnymi, przysznymi nadzieniami ( łosoś, mięso, rattatui, mozarella). Arancini, bo tak się nazywa ten specjał kosztował dokładnie 1,20 euro i zaspokajało głód na kilka godzin. Przepis tutaj >> http://ugotujmyto.pl/arancini-wloskie-kulki-ryzowe/ Kolejnego dnia trafiliśmy na wspaniałą restaurację o nazwie La Fenice, która znajdowała się tuż przy morzu. Widok był urzekający, ale jedzenie jeszcze bardziej. Tym razem było wykwitnie – wypróbowaliśmy makaron z owocami morza (kalmary, mule, krewetki, ośmiornica) oraz kremowe risotto z karczochami, które nadawały temu daniu charakterystycznego smaku. Do tych dań dostaliśmy karawkę pysznego, lokalnego wina :) Całość – jedzenie, atmosfera, obsługa – po prostu nas tak oczarowała, że postanowiliśmy wracać do tego miejsca przez następne dwa dni, aby spróbować tam innych specjałów. Na następny dzień mąż zamówił klasyczne danie włoskie, spaghetti carbonara , a ja postanowiłam skosztować dosyć drogą potrawę – raviollini (12 euro). Przyznać muszę jednak, że to była najlepsza potrawa jaką do tej pory jadłam we Włoszech. Raviollini pełne było niesamowitych smaków – w środku świeże grzyby, z zewnątrz polane pysznym krewetkowym sosem (sos zawierał prawdziwe, poszatkowane krewetki!). mule2Mąż również był zadowolony ze swojego dania, choć jego carbonara nie odbiegała dużo od tej, którą spróbował we Włoszech (Przepis na spaghetti carbonarę tutaj >>>…………..). Co nas niezwykle zaskoczyło, to wielkość porcji. Spodziewaliśmy się niewielkich porcji na dużych talerzach, a tu niespodzianka – dostaliśmy meeeega duże porcje. W Polsce to nie do pomyślenia (bynajmniej nie natrafiłam jeszcze na taką restaurację).  Powiem wam jedno, jedyne czego żałuje to to, że nie zwiedziłam całej wyspy –  uważam, że to wręcz grzech nie widzieć całej wyspy będąc na Sycylii! Dlatego postanowiłam się wyspowiadać, a jako pokutę daję sobie powrót na tę piękną wyspę i zwiedzenie jej w całości!O tak!Must do it! pizza

Categories: ARTYKUŁY, PODRÓŻE

Dodaj komentarz


  • Blogroll

  • Archiwa

  • x